Julian Tuwim w Internecie

Radości i smutki u wielkopolskich gimnazjalistek

W czerwcu 1939 roku w „Kurierze Poznańskim” ukazał się artykuł dokumentujący moralne zepsucie żeńskiej młodzieży wielkopolskiej. Autor załamywał ręce nad postawą dziewcząt w wieku gimnazjalnym. Treść artykułu jest na tyle charakterystyczna, że zacytuję go w całości:

SYMPTOMY NIE BARDZO RADOSNE

„Tutejszej idiotce – miejscowa kretynka.
Splagiatowała Tuwima ta i ta”

Czy uwierzą czytelnicy, że są to słowa, wyjęte z pamiętnika polskiej dziewczynki, uczennicy gimnazjum?

Nie chce się wierzyć, a jednak trzeba, Tymi słowami wpisała się jej ku pamięci koleżanka, również uczennica.

Kiedy zaproponowano właścicielce albumu, ażeby wydarła kartę z dedykacją na modłę zupełnie, żydowską sformułowaną, a z charakterem polskim niezgodną no i z poczuciem osobistej wartości, z poczuciem człowieczego honoru, spotkano się z oburzeniem:

– Jak można w ogóle proponować! Tuwim to wybitny polski poeta itd.

Wywiązała się dyskusja, w której okazało się ni mniej ni więcej, tylko, że W Tuwimie rozczytują się wszystkie dziewczęta w klasie i nie wyłącznie w tej jednej, że wszystkie są zbiorkami jego poezji zachwycone, całe fragmenty znają na pamięć, bo… „Tuwim jest, boski, oryginalny, wspaniały, – forma poetycka jego dzieł doskonała, cudowna, a żaden z poetów polskich, współczesnych poszczycić się taką nie może; język Tuwima barwny, bogaty. – Komu się równać z jego talentem i kunsztem poetyckim?” A jeśli chodzi o treść – „niewątpliwie oryginalna, zgodna z duchem czasu, nie pachnąca starzyzną. Zresztą – bo zarzut uczyniono, że obrzydliwa i pornograficzna – zresztą na treść się nie zważa. Chodzi o formę i sztukę, a wspaniałości tych rzeczy zaprzeczyć nie można, Nie trzeba być przewrażliwionym, i ograniczonym tak dalece, by dlatego tylko, że treść jest trochę niemoralna, potępić całą twórczość Tuwima” – itd.

Taki mniej więcej był przebieg rozmowy z przedstawicielką żeńskiej młodzieży gimnazjalnej i takie jej poglądy. Zaznaczam – gimnazjalnej już. Oczywiście w liceum dzieje się nie lepiej. Nawiasem mówiąc, dziwna, historia. Tuwima czytają dziewczęta w mundurkach, ale o Gałczyńskim, Pietrkiewiczu, Dobrzyńskim nie słyszały w ogóle – starszych poetów jak Kasprowicz, Rostworowski nie znają oczywiście także.

Zdarza się np. w drugiej licealnej, iż profesor piętnuje twórczość Tuwima i oznajmia iż ona jest na indeksie kościelnym. Wśród słuchaczek, które za chwilę mają mury szkolne opuścić jako dojrzałe umysłowo – gorące oburzenie, chociaż są katoliczkami, praktykującymi katoliczkami i do szkoły uczęszczają o zdecydowanie katolickim charakterze: – Jak można potępiać poetę który jest autorem pięknych wierszy tylko dlatego, iż kilka z nich jest, niecenzuralnych!

W jakiś czas potem jedna z panienek w obronie Tuwima szarżuje na Kasprowicza. Bezbożnik, nic nie robił, tylko karczmie siedział, nielubiany, z nikim nie żył.

Tak, to rewanż za Tuwima niewątpliwie! Ale skąd ta zawziętość, ta niebywała furia w szarży?

Uderza przy tym kompletna nieznajomość twórczości i życia polskiego poety, jednego z największych. Boć przecież, wspaniały, olbrzymi dorobek Kasprowicza, niezwykłą jego sumienność i pracowitość zna się powszechnie; żeby się o tym dowiedzieć, było sposobności aż nadto! Cóż się jednak okazuje: ci, co piszą i mówią o wielkości Kasprowicza, nie mówią prawdy, tak samo jak wtedy, gdy twierdzą że Tuwim nie jest polskim poetą, że twórczości jego za polską uważać nie można. To tylko szowinizm narodowy tam im czynić każę – co jest synonimem ograniczoności.

O przekonaniu mowy nie ma. Brak wspólnej platformy do porozumienia, a stanowiska zbyt rozbieżne wręcz krańcowe.

Fakty które przytaczam, nie są niestety odosobnione. Raczej nagminnie wśród dziewcząt występują. A nie ma w tym, co mówię, przesady. Spotkać się z podobnymi poglądami panienek w mundurkach można w każdym środowisku. Gałuszka doniósł nie dawno na lamach „Prosto z mostu” o swych spostrzeżeniach w Krakowskiem. Ja mam liczne nie tylko te, które przytaczam z rejonu naszego – wielkopolskiego.

Objawy to bardzo zastanawiające i tym ciekawsze, że nie występują w środowiskach młodzieży męskiej. U chłopców raczej zwyciężają i panują zdrowo idee, raczej Kasprowicz i Rostworowski stawiani są na pierwszych miejscach cytowani, deklamowani przy różnych okazjach, nawet, na wycieczkach przyrodniczo-harcerskich przy rozpalonych ogniskach.

Skąd więc pęd do żydowskiej poezji właśnie u dziewcząt? Kto winien temu stanowi rzeczy? Gdzie szukać źródła tych zainteresowań, dlaczego są powszechne oto pytania, które cisną się do głowy i budzą niepokój.

„Oj! niedobry ten pornograf Tuwim”, chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu artykułu. Podobne odczucia wesołości felieton wzbudził w głównym negatywnym bohaterze tej opowieści, że aż autor doczekał się jego odpowiedzi na łamach „Wiadomości Literackich”. Wypisuję poniżej jedynie fragmenty, żeby ominąć zawarte w niej cytaty z „Kuriera”:

DUŻO RADOŚCI I TROCHĘ ZMARTWIEŃ

Wpadł mi w ręce numer „Kuriera Poznańskiego” z dn. 25 czerwca b. r., zawierający felieton p. Romualda Tomaszewskiego pt. „Symptomy nie bardzo radosne”. Jak dla kogo, panie autorze felietonu! Co do mnie, dawno nie poczułem się tak szczęśliwy, jak po przeczytaniu tego odcinka, poświęconego mojej osobie. Tu i ówdzie chmurzyłem się wprawdzie nieco, to i owo zmartwiło mnie, ale na ogół nie pamiętam czasu, żeby mnie taka ciepła, czuła i głęboka radość ogarnęła, jak po trzykrotnym (bo własnym oczom nie wierzyłem!) przeczytaniu artykuliku p. Tomaszewskiego. Dowiedziałem się bowiem, że gdy pewnej młodej Wielkopolance, uczennicy gimnazjum, zaproponowano, by wydarła ze swego pamiętnika kartę dedykacyjną, na której figurował jakiś mój żartobliwy wierszyk, wpisany tam przez koleżankę, odrzekła (dalej cytuję dosłownie): Jak można w ogóle proponować! Tuwim to wybitny polski poeta itd.

(…) Przyjemnie, prawda? Któryż poeta nie rozradowałby się najbujniejszą radością? Pod sufit skoczyłbym ze szczęścia! Ale martwię się przy tym, bo: Nawiasem mówiąc, dziwna historia. Tuwima czytają dziewczęta w mundurkach, ale o Gałczyńskim, Pietrkiewiczu, Dobrzyńskim nie słyszały w ogóle, a starszych poetów jak Kasprowicz, Rostworowski nie znają oczywiście także. O, to niedobrze. Miłe wielbicielki moich wierszy powinny koniecznie poznać dzieła wielkiego Kasprowicza i wielkiego Rostworowskiego! I bardzo się dziwię, i bardzo żałuję, że nie słyszały o cudownym liryku Gałczyńskim i niezwykle uzdolnionym poecie-łodzianinie Dobrzyńskim. Martwi mnie też fakt, że i sam p. Tomaszewski nie czytał nigdy wierszy Gałczyńskiego, bo przecież, gdyby je znał, nie polecałby (ze swego stanowiska) tej poezji… wychowanicom katolickich liceów. Poezji, powtarzam, czarującej, ale… w równej chyba mierze nieodpowiedniej dla wielkopolskich uczennic (z punktu widzenia p. Tomaszewskiego i „Kuriera Poznańskiego”) jak moja…

I znowu się martwię, nawet oburzam, gdy jedna z panienek w obronie Tuwima szarżuje na Kasprowicza. Bezbożnik, nic nie robił, tylko w karczmie siedział, nielubiany, z nikim nie żył. Musiał cię ktoś, dziewczę, źle poinformować. Kasprowicz był głęboko religijnym poetą, mnóstwo robił i gorąco był przez przyjaciół (np. Staffa i Makuszyńskiego, od których wiele o nim słyszałem) kochany! A że w karczmie czasem siadywał… Wierz mi, luba, że nie w tym rzecz, gdzie ale kto i jak… Przede wszystkim zaś: co z tego wynikło?

(…) Przygnębia mnie natomiast, i to bardzo, refleksja na temat następujący: po co „Kurier Poznański” wydrukował ten artykulik? Dlaczego redaktor nie wytłumaczył dobremu, poczciwemu p. Tomaszewskiemu (któremu tyle radości zawdzięczam!), że tę popularność Tuwima wśród młodych Polek-katoliczek należy dla zrozumiałych powodów przemilczeć i nie podawać powyższych faktów do wiadomości publicznej?

Serio – martwi mnie ten brak zmysłu dyplomatycznego w tak znakomitym piśmie, jakiem jest „Kurier Poznański”. Nie tylko znakomitym… Miłym, kochanym… które mi tyle radości przyniosło!

I niech nas nie zwiedzie humorystyczna forma riposty. To tylko fragment nagonki, jaką w 1939 roku środowiska endeckie i sanacyjne przypuściły na Tuwima, Słonimskiego i Wittlina.