Limeryki
Wśród kilku światowych nurtów, jakie Tuwim rewolucyjnie włączył do polskiej poezji należy również jeden z najbardziej charakterystycznych rodzajów wierszowania. Chodzi o limeryki. Są to pięciowersowe humorystyczne wiersze, w których mamy (zwykle w pierwszej linijce) jakąś geograficzną lokalizację, która jest areną akcji wiersza. Pierwszy wers ma nam również przedstawić głównego bohatera utworu. Reszta to treść, najlepiej absurdalna lub przynajmniej zaskakująca. Rymy powinny spełniać schemat AABBA i być w miarę dokładne. Albowiem takie właśnie rymowanie ma podkreślać absurdalny humor utworu.
Zanim rzucimy się w odmęty badań historycznych, które podpowiedzą nam, kto dzierży palmę pierwszeństwa wprowadzania limeryków na krajowe podwórko, mała próbka tuwimowej działalności w tej dziedzinie. Na rozgrzewkę:
Jest pewien facet w Egipcie,
Sucha mumia, trzymana w krypcie,
A nad kryptą jest skrypt:
„Kto by chciał parę szczypt,
Może wziąć. Tylko mnie nie wysypcie!”
Pewna lady znad Missisipi
Podpisuje się Mrs. E. P.
Bo na imię ma E,
A nazwisko na P,
Po szczegóły jedź nad Missisipi.
To popularna forma twórczości poetyckiej, występująca w światowej literaturze już w XIX wieku, a wiele świadczy, że podobne utwory istniały już wcześniej. Jakoś tak się zdarzyło, że zaimportowane zostały do naszej krajowej kultury dopiero w latach 30-tych XX wieku.
Jaki pierwszy objawił się Gałczyński, który tak pisał w 1935 w „Kurierze Porannym”:
LIMERICKS, CZYLI CZAR BREDNI
Czterowierszowe zwrotki, których treść winna jak najbardziej zbliżać się ku promienistym szczytom nonsensu – oto limericks. Twórcą limeryku jest romantyczny pastor angielski Limericks, tan sam, który na wieść o śmierci Shelley’a wykrzyknął:
– A nie mówiłem? Ostrożnie z pomidorami!
Jako członkowie Akademii Bezwzględnych postanowiliśmy pomnożyć wespół z p. M. Tyszkiewiczem skarbiec literatury rodzimej drogą transplantacji gatunku limericks. Oto pierwsze rezultaty naszych wysiłków.
Francuski minister Lawal
Chciał Amery *) zrobić kawał,
Myślał, myślał cały poń **)
W końcu syknął: – La Pologne*) ce
**) edziałekBucefała gdy odkryto,
Zardzewiałe miał kopyto…
Czyżby figlarz sam tak mógł
Nie pilnować swoich nóg!By spodobać się Sarmatom,
Jeans na jabłko rozbił atom.
Oczywiście szkoda trudu,
Gdy kto męczy się dla ludu.Pewien pan nazwiskiem Pontem
trzy dni stał nad morza frontem.
Hej, narodzie, dosyć pomp!
Ty się lepiej częściej kąp.„Marsz, marsz ułani!” wołał wuj Protazy,
„Vivat”, „Nich żyją” – wszystko po trzy razy.
Dzisiaj w szpitalu opuszczony leży –
Dawniej Protazy, a dzisiaj protezy
Pomimo szczerych chęci, trochę brakuje mistrzowi Ildefonsowi do pełnej definicji limeryków. Jego kolejna propozycja z roku 1946, opublikowana w „Szpilkach” zdecydowanie lepiej pasowała do konwencji. Pojawiły się wtedy, między innymi takie wierszyki:
Był Chińczyk w pustyni Gobi,
który straszne kawały robił.
W końcu, znienawidzony,
przeniósł się w inne strony,
ale nic sobie z tego nie robił.
Był pewien anioł w niebie,
co ciągle robił pod siebie.
Koledzy, chociaż beczy,
orzekli: dość tych rzeczy!
I ten anioł musiał sypiać na drzewie.
Była pewna poetka w Krakowie,
patrzała na świat coraz płciowiej,
leczył ją jeden pastor,
lecz trzy na jedenastą
coś jej stuknęło w głowie.
Był członek związku szoferów
nieprawdopodobny nierób:
godzina za godziną
grał w oko i w domino
i wcale nie woził pasażerów.
Był pewien pisarz młody,
co nigdy nie dostał nagrody,
w końcu, zdenerwowany,
sprzedał dwie cudze wanny
i wyszedł zupełnie z mody.
* * *
Kolejną odsłoną w tej dziedzinie, była twórczość Tuwima i Minkiewicza – oddajmy głos temu drugiemu:
Lato 1936 spędzałem w wiejskim dworze pp. Piwnickich, właścicieli majątku Sikorz, niedaleko Płocka. Nigdy nie zapomnę tego pobytu, ponieważ równocześnie w Sikorzu gościł Julian Tuwim. Rankami pisał „Bal w Operze”, a po obiedzie nieraz czytał mi przybyłe strofy. Po kolacji natomiast następował „działalność rozrywkowa”. Tuwim zasiadał przy kawie za okrągłym stołem w gronie młodzieży, i stawał się uczestnikiem rozmaitych gier umysłowych, a więc rebusów, szarad, zagadek.
Kiedyś, znudzeni jakąś przedłużającą się grą „w inteligencję”, wymyśliliśmy nową zabawę. Jako że o owym czasie tłumaczyłem słynne angielskie limeryki, postanowiliśmy napisać kilka polskich, nadając im nazwę „rymelików”.
Jeszcze w tym samym roku Minkiewicz objawił światu małą próbkę tej działalności w „Szpilkach”. Większa dawka pojawiła się rok później też w „Szpilkach”. Artykuł, pisany pod pseudonimami Zenon Pseudeckq (to Tuwim) i Jan Uszminkiewicz (to Minkiewicz), prezentował nie tylko wierszyki, ale i objaśnienia. Dla większej wesołości. Przeczytajmy obszerne fragmenty tej publikacji:
LIMERYKI MADE IN POLAND
Chyba nie trzeba wam tłumaczyć, co to jest limeryk. Wiecie doskonale, że jest to pięciowiersz humorystyczny, popularny w Anglii tak jak w Polsce fraszka. (…)
Czy trafnie wywiązaliśmy się z zadania, czytelnik sam to osądzi poniżej. Koniecznym jest jednak zapoznanie się z przypisami podanymi na końcu, bez nich bowiem niektóre z naszych utworów mogłyby się wydać niezrozumiałe. (…)
Chwalił się ktoś, że w mieście Brookspahn
Zasadził gdzieś na rogu bukszpan…
Rzekł sceptyk: – Panie, to gadanie,
Bukszpan na rogu?! Bujda, panie!
Ten odrzekł mu: – Ta spójrz na róg-ż pan!…Jest to limeryk oparty na zaskoczeniu czytelnika, ogólnie bowiem wiadomo, że w mieście Brookspahn zasadzenie drzewa jest niemożliwością, gdyż klimat Wysp Baltazara, wahający się przeciętnie od +12 do +18 stopni C, wyklucza dogodne warunki do rozwijania się egzotycznej roślinności.
Raz Anglik w Polsce chory był.
Choć zdrowym do tej pory był;
Bo wódkę i rum pił;
Okropnie się umpił,
Nazywał się Bloompill. It's horrible.Słowo „umpił” znaczy to samo co „upił”, chodziło tu jedynie o niewysilanie się w poszukiwaniu oryginalnego rymu do słów „rum pił”. – Bloompill (czytaj: Blumpił), znana arystokratyczna rodzina szkocka. Sensację swego czasu wywołał pamiętny list lorda Bloompill'a odżegnujący się od wszelkich węzłów pokrewieństwa z socjalistycznym premierem Francji Sir Leonardo Blumenthallem.
It's horrible – to zdanie, które sprawi niewątpliwie najwięcej kłopotu polskiemu czytelnikowi. Znaczy ono – „to straszne”. W tym wypadku stanowiło ono rym do „chory był” i „do tej pory był”, gdyż wymawia się nie „horrible”, ale „horybył”. Limeryk nasz jednak nie miałby racji bytu w stanie Ohio w Ameryce Północnej, w Nowej Południowej Walii w Australii, w zagłębiu Devonshire w Anglii i na ulicy Bielańskiej w Warszawie, gdzie słowo „horrible” wymawia się „choribl”.
Raz bokserowi w Hollywood
Bok (mimo jego woli) chudł.
Rzekł doktor: – Dear boxer,
Tak wychudł twój bok, Sir,
Bo pan za dużo goli wód!Zdanie „Dear boxer” znaczy prawdopodobnie po angielsku „drogi bokserze”. Słowo „Sir” znaczy po angielsku niewątpliwie „panie”. Zdania „bo pan za dużo goli wód” nie należy brać dosłownie. Bokser nasz niewątpliwie nigdy nie golił żyletką fal oceanu – co by na podstawie tego zdania niejednemu czytelnikowi mogło przyjść na myśl – pił po prostu za dużo wódek. Słowo wódka, jak wiadomo, jest wyrazem pieszczotliwym, spieszczeniem od – woda. W tym wypadku wróciliśmy do źródłosłowu, gdyż wódka powodująca chudnięcie boku człowieka nie zasługuje na to, aby ją pieścić i spieszczać.
John Smith, co zdobył Ararat,
nie płacić swych się stara rat
I mówi, że to istny raj dla-
ń – wszystkie dzieła Wilde’a,
Więc czytać jest Oskara rad.Oskar Wilde (czytaj Łajld) znakomity pisarz ang.
Ktoś rzekł raz „diade” zamiast „diadem”,
Po prostu w końcu słowa zjadł „em”,
Za błąd ten czysto lingwistyczny
Hrabina z włości okolicznych
Nie ugościła go obiadem.Jest to autentyczna historia, jaka zdarzyła się niedawno w majątku Sikorz w Płockiem. Składki na rzecz nieszczęśliwej ofiary dziwactw hrabiny P. przyjmuje administracja „Szpilek”.
W tym roku co w Polsce nasz zmarł Zan,
Urodził się w Stanach ów Tarzan;
Po mrozie włóczył się w zimie
Z facetką (Ann – jej na imię).
– – – – – – – – – – – – – – –
Tak Tarzan, gdy zmarł Zan, wciąż marzł z Ann.Imię Aaa należy wymawiać Ann, dlatego żeby pasowało do rymu. Zasadniczo „Ann” wymawia się „Een”, ale to już nie powinno nas obchodzić.
Mówiąc: Ma wado, się nie pleń!
Wyjechał pewien na step leń.
Rzekł w dziką wjechawszy głuszę:
– Tutaj do pracy się zmusę!
Głos mu rzekł z głuszy: – Nie sepleń!Ludzie leniwi czyli lenie są aż nadto smakowitym kąskiem dla satyryków. Jeżeli leniuch w dodatku sepleni, nic w tym dziwnego, że taki pada ofiarą śmigłego bicza satyry. Przytoczony limeryk jest najlepszym tego dowodem.
Były trzy Lizy. Raz a’propos Liz
Powiedział ktoś na Akropolis:
– Lubią słuchać owe panie,
Gdy lis gra na fortepianie,
Zwłaszcza gdy allegro gra non troppo lis.Lis-pianista dający koncert w pobliżu Akropolu nie jest zjawiskiem obcym dla turystów, tak chętnie zwiedzających skarby kultury antycznej. Do takich turystów, a właściwie turystek, zaliczyć śmiało można owe melomanki, o których mowa w tym limeryku. To, że każda z nich nosiła dźwięczne imię Liza, a dominującą cechą lisa jako pianisty było jego znakomite allegro non troppo, sprawiło, że błaha w gruncie rzeczy historia unieśmiertelniona została w przytoczony wyżej sposób.
Pragnąc kurczęcia, pewien burmistrz
Przypuścił do kucharki szturm i strz-
elił jej w brzuch. Ta
Odrzekła kuchta:
– Gdy kurcząt chcesz, to się do kur mizdrz.Cały wdzięk tego limeryku polega na czytaniu go po cichu. Ktoś bowiem, usłyszawszy prawidłowo przeczytaną linijkę „elił jej w brzuchta”, mógłby powziąć podejrzenie, iż autor nie dość dobrze potrafił swoje myśli ubierać w istniejące słowa.
Pewien w portowym barze mixer
Wymawiał stale zamiast „x” „r”.
Gdy pewien lord nabab
Uzyskać chciał rabat,
Rzekł „prir fir, Sir”, zamiast „prix fixe, Sir”.Jeśli chodzi o wymowę słowa „Sir” patrz przypisek do limeryku „Raz bokserowi…”.
„Objaśnienia” dopisał Minkiewicz. Obaj twórcy jeszcze nie raz wracali do kultywowania tego stylu.
* * *
A może limeryki zaistniały u nas wcześniej? Swoje zdanie na ten temat miał Ignacy Baliński, który u Grydzewskiego w emigracyjnych „Wiadomościach Polskich” (1941), przy okazji opisywania fenomenu limeryków, zauważył:
Nie pamiętam, czy w humorystyce polskiej spotkałem fraszki o ściśle limerykowej formie. Utkwił mi tylko w pamięci prawdziwie klasyczny limeryk, pióra – zdaje mi się – dr. Romana Jasińskiego w kalendarzyku humorystycznym, wydanym bodaj w 1890 r. w kształcie składanego parawanika. Miałem go w swoich zbiorach w Warszawie, ale teraz już zapewne przepadł. Zapamiętałem ten wierszyk w stylu ludowym, bo jeden z kolegów długo nas nim nudził:
Niosła Magda karafijoł,
Wojtek ją w ogrodzie mijoł.
Tak im się ręce splotły,
Że karafijoł zgniotły,
Potem się Wojtek od olamentów wywijoł.
Na ten artykuł powołują się dziś wszyscy badacze gatunku.
* * *
Jak twierdzą teoretycy i praktycy, rymy powinny być pełne. No chyba, że… – ale oddajmy głos Stanisławowi Barańczakowi, poecie i niewątpliwemu znawcy limeryków:
W kwestii dokładności jedyny wyjątek uczyniłbym dla rymów tzw. głębokich albo ogólniej bogatych, tzn. obejmujących więcej sylab albo materiału fonetycznego, niż potrzeba dla uzyskania prostego rymu – minimum. Rymy takie powinny też być w zasadzie dokładne, ale trafiają się z rzadka takie perełki (wymyślam na poczekaniu: „adekwatnie – (wsadźcie) w zadek kwiat mnie”), że za ich spektakularne rozmiary albo bogactwo brzmienia wybaczamy im drobną niedokładność fonetyczną. Natomiast rymy składane, tj. obejmujące więcej niż jedno słowo - jak najbardziej, jeśli tylko robią wrażenie komiczne, to znaczy domyślamy się w nich nie nieudolności autora, ale właśnie jego umiejętności w igraniu słowami.
Skoro tak, to jako ilustrację powyższych tez, podajmy przykłady działalności głównego bohatera tej witryny:
Pewien lichwiarz w Bombaju calut-
ki dzień liczył zapasy swych walut.
Gdy doliczył się stu ty-
sięcy obcej waluty,
Kazał dać ze stu armat salut.
W Bengalu jest stary derwisz,
Co wątpi, iż czerw (lub: czerw, iż)
Toczy ciało w mogile…
O, derwiszu! Za chwilę
Sam przekonasz się, gdy się uścierwisz.
TESTAMENT DUCHOWY DRWALA-OPTYMISTY
SYNOWI SWEMU PRZEKAZANY„Moc w sobie znajdź i utrwal,
W dzwony radosnych jutr wal,
Siekierą wal w drzew pnie,
I duch twój niech krzewpnie,
A będziesz szczęśliwy, Adju Drwal”.
LIMERYK KOLONIALNY
Do lorda na wyspie Celebes
Tubylec rzekł: „Redde quod debes”.
Ten nie chciał. Więc w mordę
Go tamten. Cóż z lordem?
Zwiał z wyspy… Z zębami? Nie, bez.
Pewien facet z angielskiej Columbii
(Entuzjasta czarlestonów, tang, rumb i
Kong), kołuje jak bąk,
Gdy uderzy kto w gong.
Lub na trąbce przypadkiem zatrumbi.
Był facet nazwiskiem Kolumb,
Co miał wielką skłonność do lumb-
ago. Wiele lat ago
Kolumbowi lumbago
Rzekło: „Słabość masz? Tedy mnie polumb”.
Muszę przyznać, że jak kiedyś wpadło mi w ręce wydanie „Jarmarku rymów” z 1958 roku, obejmującego wszystkie ówcześnie znane utwory humorystyczne i satyryczne Tuwima, to rozdział z limerykami należał do moich ulubionych.
* * *
Autorami limeryków byli i są najważniejsi poeci i poetki polskie, zresztą gatunek ten chyba nie traci popularności na całym świecie. To dobrze, że są tacy, którzy chcą rozjaśniać nasze życie drobinami wierszowanego humoru.

