Jeden wiersz – Na ulicy
Wiersz „Na ulicy” napisany został około roku 1938, wydany dopiero po wojnie.
NA ULICY
Jubiluje dzicz pogańska,
Megafony ryczą z mieszkań.
Mnie sarenka Horacjańska
Za różowe wzgórze pierzcha.Ja za tobą, wdzięczna Chloe,
W lubą pogoń, z niepokojem…
Ach, polotne! ach, wesołe
Rozmajowe myśli moje!Jubilują – nie rozumiem,
Kocham, gonię – serce bije.
Z tego wzgórza kręty strumień,
Nachyliła się i pije.A to wszystko: rzecz dziewczęca,
Rzecz swobodna, sobiepańska.
Wiatr taneczny mną zakręca,
Bywaj, Chloe Horacjańska!
* * *
Jeden wiersz.
To twój odbiór po jego przeczytaniu, jest dla ciebie tą właściwą i prawdziwą interpretacją. Ale jeśli chcesz przeczytać, co może oznaczać dla innych, możesz przejść dalej… Mam nadzieję, że znajdziesz tam coś więcej od szkolnego „co poeta miał na myśli…”
* * *
Całkiem przypadkiem trafiłem ostatnio (lipiec 2026) na ten wiersz. Pierwsza linijka od razu wzbudziła moje emocje. Reszta też nie dała spokoju.
Nie można powiedzieć o Tuwimie, że był „zwykłym człowiekiem”, choć wielokrotnie się o takim człowieku wypowiadał. W debiutanckiej „Wiośnie” patrzył się z boku, na niezrozumiały żywioł. Kiedy indziej z czułością pochylał się nad cichymi, biednymi ludźmi, pisząc „Och, nie śmiej się z biedoty! Bo serce mi ranisz!”. Zdarzało się jednak, że i zwykłego człowieka dosięgało ostrze jego poezji, czego dobitnym przykładem są „Mieszkańcy”. Możesz zajrzeć do przeglądu postaw poety dotyczących tego tematu.
W cytowanym wyżej wierszu Tuwim zrezygnował z konfrontacji z pogańską dziczą. Szybko oddala się w wirtualny świat kultury antycznej, a za nim podąża czytelnik. Nawet jeśli większość z nas nie ma pojęcia kim była Chloe – wszak sprawniej idzie nam podanie atrybutów przynależnych superbohaterom niż literackim postaciom literatury starożytnego Rzymu.
Ucieczka w bezpieczne rejony wydaje się być kapitulacją. Rok 2026 zbyt mocno zaczyna przypominać rok 1938. Ostatnio budzą się kolejne pokłady nienawiści i nietolerancji – „zwykły człowiek” zbyt łatwo poddaje się manipulacjom gorszycieli. Zaraza objęła kilka, a może nawet kilkadziesiąt procent Polaków. I zgadzam się z treścią wiersza – niezależnie od formalnych przynależności, w dużej mierze to już poganie. Ale czy coś można na to poradzić? Zamykam okno, żeby nie słyszeć ryczących megafonów nachalnej, kłamliwej propagandy; i z niejakim smutkiem odwiedzam, znane sobie, przyjazne światy.

