Julian Tuwim w Internecie

Pacyfistyczna mafia

Rok 1939. Sytuacja międzynarodowa jest napięta, ale dawny piłsudczyk Rydz-Śmigły, wódz armii polskiej czuwa. W ciągu ostatnich dwóch lat zbliżył się nawet do środowisk narodowych. Razem z całą swoją ekipą działa skutecznie i zdaje się, że potężne państwo polskie nie musi się obawiać żadnego niebezpieczeństwa. Do rozstrzygnięcia został tylko dylemat, czy Polska jest potęgą czy mocarstwem!

A jednak! Istnieje rysa na tym pięknym obrazie: pacyfistyczna mafia. To ona stanowi istotne zagrożenie dla obronności kraju.

W styczniu na zebraniu Związku Literatów Polskich poeta, niejaki Tadeusz Demczyk złożył wniosek o wycofanie z księgarń „pacyfistycznych” utworów Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego i Józefa Wittlina (to literat luźno związany z grupą Skamander, czasami zaliczany do ekspresjonistów). Jak widać rok 1939 źle zaczyna się dla Skamandrytów. 5 lutego Jerzy Pietrkiewicz, poeta który nurt ludowy zamienił jakiś czas temu na narodowy, publikuje w „Tygodniu Literackim Polski Zbrojnej” – dodatku do „Polski Zbrojnej” – artykuł „Pacyfistyczna mafia”. Cytuję go w całości, żebyśmy mogli zapoznać się z tym kuriozum:

PACYFISTYCZNA MAFIA
(„Ich” poezja a żołnierz)

Wyraźne akcenty antypacyfistyczne w naszej ankiecie „Literatura a żołnierz” nie pozostały bez echa wśród czytelników. Doceniając należycie wypowiedź wybitnych pisarzy polskich, którzy wzięli udział w ankiecie, i w związku z ostatnim naszym felietonem z działu „Literatura w prasie” („Sprawa Słonimskiego et comp.”) jedna z czytelniczek „Polski Zbrojnej” nadesłała redakcji interesujący artykuł, który poniżej drukujemy.

Władze administracyjne przeprowadziły ostatnio kilka rewizji w księgarniach, mających na składzie utwory pornograficzne i skonfiskowały wiele egzemplarzy. Najwyższy czas zająć się szkodliwą literaturą pacyfistyczną, obrażającą godność żołnierza polskiego.
(Red.)

Przerwę tu lekturę artykułu. Zapowiedziany przez redakcję list, „podpisany” przez Eugenię Zdebską, to po prostu dalsza część artykułu, którego autorem jest właśnie Pietrkiewicz. To, że użył pseudonimu, nie przynosi chwały, gdy atakuje się kolegów po piórze. Wróćmy do tekstu.

W ogłoszonej ostatnio przez „Polskę Zbrojną” ankiecie: „Literatura a żołnierz”, wybitni pisarze polscy wypowiedzieli się na ten temat, jasno i wyraźnie, podkreślając swój pozytywny stosunek do żołnierza jako fundamentu naszej narodowej egzystencji.

Po przeczytaniu odpowiedzi naszych pisarzy na tę ankietę mimo woli nasuwa się pytanie: co myślą pisarze żydowskiego pochodzenia o tak aktualnym dziś zagadnieniu obrony narodowej i jakie są ich głosy w tej sprawie. Tutaj wszakże nie trzeba ogłaszać ankiety. żydzi (mała litera i to na początku zdania – tak jest w oryginale!) są zawsze hałaśliwie szczerzy. Wyjawiają swe poglądy nie tylko w publicystyce, lecz również i w poezji.

Weźmy do ręki książki trzech czołowych poetów żydowskich: Tuwima, Słonimskiego i Wittlina. Od razu owionie nas woń „antymilitarystycznych wierszy”, bijący z utworów tych „urodzonych pacyfistów”.

I to rzecz ciekawa: u przyszłych wieszczów Madagaskaru napotykamy niemal identyczne podejście do tak zasadniczego tematu, jak żołnierz czy wojsko lub służba wojskowa.

Posłuchajmy:

Tuwim „Do prostego człowieka”

…wiedz, że to bujda, granda zwykła
gdy ci wołają: Broń na ramię,
że im gdzieś nafta z ziemi sikła
i obrodziła dolarami.
Rżnij karabinem z bruk ulicy…

Słonimski: „Czarna wiosna”

trzeba życie ojczyźnie nieść z dani
z tarczą albo na tarczy się wraca.
Cześć wam mordercy sankcjonowani.

Dzielnie mordujcie, prujcie bagnetem
Kto lepiej bije, ten lepszy żołnierz
Dostanie lampas złoty na kołnierz
I krzyż najwyższy władzy dekretem.

Odrzućcie bagnet, mundur i kask,
Tornister, pas i ładownicę
ze śpiewem wyjdźcie na ulicę…

Wittlin: „Kołysanka”

…Porzućcie oręże
szable i karabiny
bracia, ojce, syny,
męże.

Przytoczone wiersze są wyraźną pochwałą zdrady i dezercji. Ale to jeszcze nie koniec. Zajrzyjmy dalej w głąb tych ohydnych książek, z których płynie narkotyk pacyfistycznej zgnilizny i nienawiści do żołnierza i wojska.

Tuwim: „Do generałów”

Wam czerwone wyłogi na rzeź
za morderstwo, gwałty i pożogi…

Więc przestańcie udawać lwy
śmieszni ludzie obwieszeni gwiazdami…

Słonimski: „Czarna wiosna”

Oficerowie wszystkich szarż,
białogwardziści, krzyczycie Marsz!
Do broni! Koniec przecież bliski
Drzyjcie burżuje, przyszedł czas
i twarde pięści jako głaz
spadną na wasze pyski.
Za bukieciki fiołków, róż
talerzyk tuz, widelczyk, nóż
za wina, kwiaty i platery,
za owe wszystkie: „Ach, pardon…”
(Dyskretny uśmiech) – wasz bon ton
Na zbitą mordę do cholery!

Niech pętak, harcerz, sztuba, skaut
przerazi się i zrobi gwałt,
gdy z groźną miną wielkoluda
przez narodowy pochód wasz
stanę i krzyknę prosto w twarz:
„Boicie się czarnego luda?”

Rzeźbiarzu dłuto swoje rzuć
będziesz burżuja w mordę kuć…

Mówię po prostu trzeba rżnąć
rżnąć trzeba – tłumie nie bądź czuły.

Słonimski: „Oko w oko”

Nie męska to jest rzecz, ta wasza wiara w Boga
najokrutniejsza śmierć, to śmierć na polu bitwy…

Jeśli trzeba wam krzyków ciemnej „Lusitanii”
i charkotu miliona przestrzelonych płuc,
aby się upić werblem bojowych kompanii
pustym słowem „chorągiew”, lichem słowem „wódz”
żargon bandy złodziejskiej, ten język szulerki
uprawiający business na ranach śmiertelnych
wyprać trzeba, pokazać te wyrazy ścierki
słowa zachwaszczające nasz język rzetelny.

A więc dla Słonimskiego słowa: „chorągiew”, „wódz”, to „wyrazy ścierki” z „żargonu bandy złodziejskiej”, „zachwaszczające nasz język”

Wittlin: „Trwoga przed śmiercią”

Co mi tam prawią o nicości życia
co mi tam głoszą wieczność zagrobową.
Wiem: bohaterstwo – tylko pocieszeniem
tych, którzy padli w służbie u nikczemnych
sami szlachetni.
Ja nie chcę umrzeć!

Tuwim: „Plajta”

Bombardyci, truciciele
Vivat wasz morderczy fach!
Fosgeniusze! Wyższe cele
Nakazują by szrapnele
biły w lud po miastach, wsiach!
Walić i kwita! Prezentuj jelita!...
Minister wojny, cesarz lub prezydent
ażeby przeżyć w życiu ten incydent

Słonimski: „Żołnierze”

błyskiem energii rozpali to zwierzę,
który kiedyś poeta skreślił na papierze…

Znam ja ten głupi wyraz twarzy
kiedy doktryna całych lat
raptem wykręci się na pięcie
i szajka zbirów bierze świat
pcha w nowe krwawe przedsięwzięcie.
O, gentelmani! Mocie wiele sprytu
umiejcie sprzedawać i kupować świetnie
a broniąc manii, legendy i mitu
łeb nadstawiacie, aż wam kto odetnie.
Przez tyle lat padaliście w ofierze
byliście kupą gnoju, mięsem dla armaty…

O czytelnicy palakatów
gapie węszące rozrywkę
dałbym wam tysiąc batów…

Weźcie ode mnie tych prostaków
po cywilnemu, czy w mundurze
nie są mi warci funta kłaków.

Wittlin: „Grzebanie wroga”

I wzięli cię, wzięli do wojska,
dali ci mundur i buty,
bajnet i gwer i patrontasz, –
ładnie ty teraz wyglądasz
bajnetem pokłuty!

I leżysz na polu ugorem,
bo iść ci kazali wodzowie,
a wodzom kazali królowie,
a królom – duma i Bóg.
od Boga wszelka jest władza,
na trony króle On sadza,
przeto mi leżysz u nóg.

A czego patrzysz tak głupio,
kiedy przemawiam do ciebie?
A obróć grzecznie swą trupią
czaszkę, gdy pan ciebie grzebie!

Ach! marny, wraży zdechlaku,
nie krzyw się tak przeokropnie!
Ktoś inny, skoro tu przyjdzie
bez ceremonii cię kopnie.

Trudno komentować tę „poezję”. Cisną się jedynie na usta pytania: Czy czynniki miarodajne i władze wojskowe wiedzą, że książki z cytowanymi wierszami bezkarnie widnieją za witrynami księgarń? Może znajdzie się jakiś poseł, który w tej sprawie wniesie interpelację w Sejmie?

Czyż oczyszczając różne dziedziny naszego życia narodowego, nie czas oczyścić literaturę polską z tych obrzydliwych wypocin i ukrócić wystąpienia obcego elementu w państwie, a nie proponować cytowanym „wieszczom” złote wawrzyny?

Może wreszcie zajmą się tą palącą sprawą panowie publicyści i członkowie izb ustawodawczych?

Na zawołanie Zdebskiej/Pietriewicza o interpelację, odpowiedział minister spraw wojskowych. Tydzień po publikacji „Pacyfistycznej mafii” wystąpił do ministra spraw wewnętrznych z wnioskiem o zesłanie poetów do „obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej”. Jakże ta propozycja – szczęśliwie niezrealizowana – spodobała się Zdebskiej:

(…) nie ma złudzeń, wiadomo, z kim mamy do czynienia. Za takie wiersze odbiera się obywatelstwo polskie. Do Berezy wsadzano młodzież narodową. Nie wsadzano natomiast najohydniejszych dywersantów, łotrów zasługujących na szubienicę (wyraźnie: szubienicę): Tuwima, Słonimskiego, Wittlina i cały legion pacyfistów od Sterna i Wata aż do (Stanisława) Alberti. (…) Tego dłużej tolerować nie można. Musimy wiedzieć, kogo gościmy wspaniałomyślnie w naszym państwie. I to przez tyle lat.

I tak, pomimo że w 1939 nie istniały jeszcze komentarze na fecebookowych i X-owych forach, na wspomnianą trójkę Skamandrytów wylał się regularny hejt. Prasa, i sanacyjna i endecka, zasilona została tekstami o zdrajcach, niegodnych miana poetów.

To wtedy Tuwim po raz drugi odniósł się do krytyki wiersza „Do prostego człowieka” (Wiadomości Literackie)

Dziesięć lat temu, w r. 1929, napisałem wiersz „Do prostego człowieka”. Wiersz ten godził imperialistyczną, zaborczą i kierującą się materialistycznymi względami politykę przemocy i gwałtu. Dzisiaj, po dziesięciu latach, wiersz ten bezustannie przedrukowują rozmaite pisma, jako dowód mego rzekomego wrogiego nastawienia do sprawy obronności państwa.

Stwierdzam najwyraźniej i najkategoryczniej, i to zgodnie ze swymi ani na jotę w ciągu tego dziesięciolecia niezmienionymi poglądami – że zawsze stałem, stoję i stać będę niezachwianie na stanowisku, że walka z bronią w ręku o całość i wolność mojej ojczyzny jest prostym i niepodlegającym żadnym dysputom obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej, a tym samym i moim.

Powiedziałem to już zresztą w komentarzu opublikowanym w kilka dni po ukazaniu się wiersza.

Najgorzej przeżył to wszystko Wittlin. Jego „oskarżone” w niby-liście Zdebskiej wiersze, pochodzą z tomu „Hymny”, który był wydany zaraz po pierwszej wojnie światowej i stanowi poetycką reakcję na okrucieństwo właśnie zakończonej, światowej wojny. Nie spodziewał się, że aż takie mogą być konsekwencje prezentacji ideałów humanizmu. W domu na ten temat rozmawiał z żoną po francusku i niemiecku, by oszczędzić córce traumy, ale ta i tak domyśliła się wszystkiego. Jak wspomina Elżbieta Wittlin-Lipton:

(W polskiej prasie nacjonalistycznej) pojawiły się wstrętne karykatury ojca oraz dwóch jego kolegów, poetów Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego, przedstawionych ze zniekształconymi przerysowanymi profilami dyndającymi na szubienicy. Gdy prowadzili wykłady na uniwersytecie, oni oraz mój ojciec wymagali policyjnej ochrony przed hordami antysemickich studentów. Pacyfistów traktowano jak zdrajców. „Oddziały endeckie”, jak je nazywano, okładały liberałów i żydowską inteligencję kijami zakończonymi żyletkami.

W końcu Wittlin wyjeżdża z Polski w czerwcu i po wybuchu XX wojny już do niej nie wraca. Tak wspomina Pietrkiewicza (w liście do Giedroycia):

(Pietrkiewicz) w latach 1938–1939 rozpętał na łamach prasy powolnej ludziom Rydza Śmigłego, bardzo udatną, o co w owych latach nie było trudno, nagonkę na Tuwima, Słonimskiego i mnie. Czynił to pod różnymi pseudonimami i pod własnym nazwiskiem, głównie w „Polsce Zbrojnej”, co miało taki skutek, że inne „organy” reakcji przedrukowały jego napaści jako głos armii bijącej na alarm. Jednego dnia otrzymałem z tzw. Informacji Prasowej szesnaście wycinków prasowych. Były to różne wersje artykułów Pietrkiewicza. W końcu sprawa dotarła do sejmu, gdzie patriotyczny krok Pietrkiewicza podjął poseł Wacław Budzyński (…) (Pietrkiewicz) spreparował „Hymny” („spreparował” – tzn. zestawiał ze sobą osobne fragmenty tekstów, by jak najlepiej „dokumentowały” jego tezę), żeby autor ich okazał się zdrajcą narodu, żydokomuną itd. Ton ówczesnych artykułów Pietrkiewicza nazwałbym karczemnym, gdybym nie miał sentymentu dla karczm w dawnej, nieistniejącej już c.k. Galicji. (…) Dość, że nie uciekałem we wrześniu 1939 przed Niemcami, tylko znacznie wcześniej przed takimi Polakami, jak ówczesny Jerzy Pietrkiewicz. (…) Właściwie powinienem być Pietrkiewiczowi wdzięczny, bo i sam uratowałem się i zdążyłem jeszcze sprowadzić spod okupacji niemieckiej żonę i córkę. Co do drugiej, kto wie czy nie większej zasługi Pietrkiewicza: że przestałem pisać; nie mnie sądzić, czy tzw. potomność nie wyrazi mu za to wdzięczności. Ale fakt faktem, że po „reperkusjach”, jakie wywołały jego wystąpienia, np. po wyrzuceniu moich rzeczy z czytanek szkolnych, po niedopuszczeniu moich utworów do wykonywania w radio, zrobiło mi się jakoś tak ciężko i głupio na sercu, że straciłem ochotę do pisania, mimo iż w czasie tej pietrkiewicziady właśnie moja powieść „Sól ziemi” wychodziła w codziennych odcinkach paryskiego „Le temps” i ukazywała się w tłumaczeniach w wielu krajach, m.in. w faszystowskich Włoszech.

* * *

We wrześniu 1939 Niemcy atakują Polskę, potem dołączają do nich Sowieci. Okazuje się, że przepotężna Polska ma jednak więcej problemów niż trzyosobowa pacyfistyczna mafia.

* * *

Negatywny bohater tej opowieści już na emigracji przeprosił się ze Słonimskim i Wittlinem. Co prawda korespondencyjnie – nie chciał spotkać się twarzą w twarz. Po wojnie był aktywnym literatem emigracyjnym, piszącym w języku polskim i angielskim, działał prężnie, miał szerokie kontakty. Dziś, jak wielu ludzi tamtej epoki – zapomniany.

W cytowanym wyżej liście do Giedroycia chodziło o przedmowę do wierszy Pietrkiewicza, wydanych w giedroyciowym wydawnictwie. Tak pisał o tym w liście do Wacława Iwaniuka (również emigracyjny poeta):

O wiele poważniejszą przykrość, oczywiście niezamierzoną, zrobiło mi wydawnictwo „Kultury”, zaopatrując tom poezji Pietrkiewicza przedmową (może on sam ją zasugerował? Chyba), w której jego przedwojenna, oenerowska „działalność”, kulminująca nagonką w prasie (w organie WP „Polska Zbrojna”) na Tuwima, Słonimskiego i na mnie odniosła, jeśli chodzi o mnie – ten skutek, że opuściłem Polskę przed wojną. Ten okres działalności publicznej powinien dziś w najlepszym razie być pominięty milczeniem, a nie sławiony takim zdaniem: Nie naiwny to, ale krytyczny i przewidujący patriotyzm, który uczył odwagi cywilnej (podkr. moje). Rzeczywiście wielka to była odwaga cywilna napadać w latach 1938–1939 na trzech poetów żydowskiego pochodzenia i oskarżać ich o zdradę itp. Tego rodzaju przedmowy rehabilitują żyletkarstwo. Pietrkiewicz nigdzie swej młodzieńczej działalności, za którą został wylany z Warszawskiego Związku Literatów, nie odwołał i nie potępił. Chadza w glorii nowego Conrada. Osobiście mu przebaczyłem, gdy napisał do mnie po moim pobycie w Londynie, gdzie nie miał odwagi się ze mną widzieć.