Księga gości
Młodsi użytkownicy Internetu mogą nie wiedzieć, czym były „Księgi gości”. A przecież na przełomie wieków każda szanująca się strona powinna takową posiadać. O co chodzi? Nie chcę robić wykładu o Internecie około roku 2000, bo takich czasów dotyczy niniejszy artykuł, ale krótko przypomnijmy sobie ówczesny klimat: Kto wtedy działał, to pamięta: Usenet, poczta elektroniczna, pierwsze portale i powszechnie tworzone przez amatorów strony WWW. Wypadało, żeby taka strona miała miejsce, w którym w którym internauci mogliby wpisać swoje refleksje, wnioski, recenzje, a nawet życzenia dotyczące danej witryny. W przypadku, gdy prowadziło się stronę w formie statycznego HTMLa, trzeba było korzystać z usług zewnętrznych. Dołączało się link, ustawiało kolory, żeby choć trochę była podobna do „macierzystego” serwisu i można było sobie poczytać, co myślą inni.
Serwis „Julian Tuwim w Internecie” też takową księgę posiadał. Skorzystałem z oferty, jaką dawało Intertele – to jedno z kilkunastu miejsc w ówczesnej sieci, w którym można było sobie skonfigurować taką usługę.
Gdy zajrzymy na tę stronkę, może nasz zdziwić zakres danych, jakie podawano dawnymi czasy – imię, nazwisko, adres mejlowy i jeszcze miejscowość. Dziś nie do pomyślenia, ale ówcześnie Internet był zdecydowanie bezpieczniejszy i o wiele mniej inwazyjny, choć miejscami bardziej brutalny. Na wszelki wypadek nieco „ocenzurowałem” obrazek 😊.
Zaraz po założeniu „Księgi gości” pochwaliłem się kolegom i jeden z nich dokonał pierwszego wpisu: „Veni, vidi, reciti, recidivo!” Ładnie! A to oto inne, co ciekawsze wpisy:
Kochanemu profesorowi podzieńkowania przesyła uczeń
Zaraz koledze „wytnę numerek” w grupie chomor-I.
Rzeczywiście byłem aktywnym uczestnikiem grup dyskusyjnych. Również bardzo charakterystycznej grupy pl.listserv.chomor-l na której pisało się różne rzeczy, obowiązkowo dołączając dowcip. Dobrym zwyczajem usenetu było stosowanie stopki, w której oprócz imienia, nazwiska czy nicku, można było dołożyć jakąś sentencję czy linka do swej strony – zwyczaj dopuszczał maksymalnie 4 linijki sygnatury. Dawało to możliwość bezkarnego informowania całego świata o swojej stronie, z czego osobiście też korzystałem. Dlatego bywalcy listy z kawałami znali stronę „Julian Tuwim w Internecie”. Nie pamiętam, jaki numerek wyciął autor wpisu 😊.
Wasza strona jest genialna bba! to mało powiedziane! mało nie zleciałem z krzesła oby tak dalej Nara
Mam nadzieję, że nie ma tu błędów rzeczowych, bo przygotowuję się do sprawdzianu. Podoba mi się grafika tej strony
Hmm… też mam taką nadzieję.
ehhm… co ja chciałem powiedzieć… ta witryna właśnie pomogła mi dokończyć moje wypracowanie z Tuwima… Dzięki 😊 dobra… jest 2:38 dobranoc
Julek, dzięki Tobie zaliczyłam semestr.
więcej takich stron w Internecie a będzie jeszcze lepiej
Komentarz: Kocham Julka! Jego wiersze są wspaniałe, głębokie i zawsze aktualne. Właśnie zakuwam do maturki i ta stronka bardzo mi pomogła. Zdjęcia (chociaż baaaaardzo ich mało) są świetne, jak sam Julek. Szkoda, że nie dożył „naszych” czasów, oj szkoda…
no nic strona jest cool ale gdy by był jego życiorys
I rzeczywiście – po konstruktywnej krytyce internauty, życiorys Tuwima pojawił się na stronie. Jest zresztą na niej i dziś.
Mam nadzieje na jakieś wieści od was o „oparach absurdu” może coś na waszej stronie na ten temat.
Podobnie potraktowałem powyższą prośbę – dołożyłem obszerne fragmenty kilku dodatków pierwszokwietniowych i „Pracowitej pszczółki”.
Muszę zrobić o nim gazetkę szkolną, dlatego tu zajrzałam. Strona jest nawet spoko.
Na koniec wspominek przedstawię małe kuriozum, ale w pozytywnym znaczeniu:
I am sorry that I do not understand your language! My name is Nilsanders Falkensson and I am told that Falkensson in polish is Jastrzebski
* * *
Żywot „Księgi” był krótszy od witryny. Na pewno w 2002 już jej nie było. Trzeba zresztą przyznać, że takie wynalazki już wtedy wychodziły z mody. Pomimo, że na przełomie wieków internauci bardzo chętnie dzielili się swoimi refleksjami, uwagami i formułowali zarówno życzenia, jak i krytykę. Ale z czasem chęci było coraz mniej, tym bardziej, że aktywność piszących przeniosła się na blogi i fora. Dziś tzw. social media zmonopolizowały i skanalizowały pisanie uwag, postów czy komentarzy. Dla ksiąg gości nie ma już miejsca. Od kilkunastu lat nie spotkałem się z podobną funkcjonalnością.

