Julian Tuwim w Internecie

Umarli poeci Tadeusza Różewicza

W pewnym momencie pracy nad stroną „Julian Tuwim w Internecie” zdałem sobie sprawę z wyraźnej nadreprezentacji tekstów Czesława Miłosza. Powstaje pytanie: Dlaczego inni poeci drugiej połowy XX wieku pojawiają tu o wiele rzadziej albo wcale ich nie ma? Odpowiedź jest gorzka dla miłośnika twórczości Tuwima – bo inni niewiele pisali o zdetronizowanym księciu poezji. Spójrzmy na przykład na Różewicza – jednego z najważniejszych, jeśli nie najważniejszego poetę tego okresu. W całej jego twórczości znalazłem raptem dwa odniesienia do postaci Tuwima.

Pierwszy wiersz Różewicza, w którym pojawia się nasz bohater, to „Elegia na powrót umarłych poetów” opublikowany w czasopiśmie „Pokolenie” w 1946 roku. Chyba nikt tak przekonująco nie podsumował pozycji przedwojennych twórców, którzy nie potrafili odnaleźć języka do opisania potworności wojny. W nowej, zupełnie innej poezji, ich stare formy stały się nieaktualne i nieadekwatne:

ELEGIA NA POWRÓT UMARŁYCH POETÓW

Msze żałobne za was są odprawione
elegie leżą w mojej tece
albo pod stołem
w gazetach wyliczono zaocznie
wasze zasługi odmierzono talenty
przy tym nazwisku widziałem
krzyżyk i „świętej pamięci”.

Przez ocean który był ogromniejszy niż tęsknota
komu jedziecie po co wracacie
zmarli poeci
wasze litanie i hymny
monologi anielskie czyhanie na Boga
poezja – moc księżycowa
gorzki urodzaj na słowa.
To wszystko było.

Że was witają że was wydają
(w zakładach pogrzebowych)
te same okładki co przed końcem świata
w trumienkach te same słowa
ta sama wydaje Mortkowiczowa
miła stara pani
ale to wszystko jest do bani
że was witają nie dajcie się oszukać
u nas był już koniec świata!

Że was młodzi witają
nie dajcie się oszukać
ich mózgi są głuche
jak ściśnięte piąstki
młodzi w tym kraju
nie znają jeszcze swego języka
lecz nie pojmą waszego.

Tu ani jedna ściana
nie jest ścianą płaczu
tu śmieszny jest ewengielista
poeta szarlatan
poeta hopsa hopsa
miłośnik rolmopsa.

Płonęły lasy spłonęły wasze róże
kucnijcie sobie nad popiołem
grzebcie patyczkiem w garstce popiołu.
U nas był już koniec świata
nigdy nie weźmiecie udziału w końcu świata
tu oniemiały archanielskie trąby
i pryskały różowe mózgi
z młodych głów.

Nie witam was wracających
bo nie wstaniecie z martwych.

Z tytułowych poetów właśnie Tuwim jest wymieniony jawnie – widzimy jego „czyhanie na Boga” (możemy się również domyślać, że „poeta szarlatan” to Gałczyński). Zarzut „nigdy nie weźmiecie udziału w końcu świata” jest w tym przypadku boleśnie celny. Ale mimo pokoleniowego znaczenia, utwór ten nie został włączony do pierwszego, przełomowego tomu Różewicza „Niepokój”. Treść wiersza nie oznacza bynajmniej, że poeci się nie lubili czy jakoś zwalczali – wręcz przeciwnie: Tuwim i Różewicz znali się osobiście i jak najbardziej przyjaźnie ze sobą rozmawiali.

* * *

W 1949 roku Różewicz przeprowadził się do Gliwic, gdzie mieszkał do roku 1968. Z różnych powodów oddalił się od literackich centrów decyzyjnych, pomimo wysokiej pozycji, jaką dały mu dwa pierwsze tomy wierszy. Tak później wspominał lata „banicji” w liście do Iwaszkiewicza:

Mieszkałem w Gliwicach, nosiłem z teściową i żoną węgiel (przez dwadzieścia prawie lat) do pieców, nie mogłem ogrzać swojej „osobnej izby”, którą zamykaliśmy na całą zimę, moja żona mimo że miała dwoje małych dzieci musiała pracować zarobkowo, bo moje dochody z „poezji” nie wystarczały wtedy ani na jedzenie, ani na ubranie rodziny. W trzech pokojach mieszkała jeszcze przez wiele lat młodsza siostra żony, moja matka i teściowa […]. Jeden Julian Tuwim napisał do mnie króciutki liścik, w którym zapytywał: „Ale, na miłość Boską, co Pan robi w tych Gliwicach…”, a ja mu odpisałem: „Co robię? Żyję…”. Nie robiłem alarmu, nie krzyczałem, nie płakałem…

Pochwalmy Tuwima, że jako jedyny z branży przypomniał sobie o żyjącym w kiepskich warunkach koledze po fachu. Ale w istocie, oprócz pamięci, nie miał przecież możliwości pomocy. Złośliwa ironia losu wyposażyła wypalonego poetę w dostanie życie, a nowonarodzony klasyk żył w niedostatku. Wkrótce sytuacja materialna Różewicza się poprawi – przyczyni się do tego choćby „Kartoteka”, której sława sięgnie poza granice Polski.

* * *

Trzeba przyznać, że Różewicz, jeśli już powoływał się na jakiś autorytet poetycki międzywojnia, to był nim Staff – w jednym z wierszy pisze o nim:

Znałem boga poezji
Apollina
był to stary człowiek
z rzadką bródką
uśmiechał się łagodnie

Bardzo go szanował, często odwiedzał, gdy mieszkał jeszcze w Krakowie. Poświęcił mu kilka tekstów włączonych do zbioru „Przygotowanie do wieczoru autorskiego”. Zacytuję tu charakterystyczny fragment z eseju „Oko poety” z roku 1964:

Przed dwoma albo trzema laty doszły mnie (z Warszawy) głosy, że tam na jakimś zebraniu poeci i krytycy stwierdzili, że poeta, który napisze „srebrny księżyc”, natychmiast przestaje być poetą i zamienia się w grafomana. (…) Tymczasem wzgardzone stare „srebro” księżyca będzie jeszcze długo świeciło w poezji. Będzie świeciło tyle razy, ile razy zostanie użyte przez prawdziwego poetę. Tak jak w wierszu Staffa Pełnia:

Dachy zalane srebrem księżyca,
Dachy zalane srebrem księżyca,
Dachy zalane srebrem księżyca
I więcej nic.

A właśnie bardzo dużo:
Domy bezładnie rozsypane
Jak porzucona talia kart,
Na którą wylał rtęciową śmietanę
Wesoły anioł czy czart.

Ulice nie biegną, lecz leżą
Bez ruchu i bez cienia.
W dali nad jakąś wieżą
Igła promienia.

Jest jasno jak w lustrze.
Skąd wiesz, że to noc, a nie dzień?
Bo głośniej biją godziny,
Domu są pełne snu
I bez dymów kominy.

* * *

Umarli poeci wrócą jeszcze raz w twórczości Różewicza. Tym razem w latach 90-tych. To czas przełomu, znikających autorytetów, apoteozy przedsiębiorczości, która okazała się słabo skrywaną fascynacją pieniędzmi. Czas, w którym poeci symbolicznie umarli po raz drugi, jednak z zupełnie innej przyczyny. Wiersz o którym mowa, pojawił się w tomie „Płaskorzeźba” z 1991 roku.

* * *

Wygaśnięcie absolutu niszczy
sferę jego przejawiania się

marnieje religia filozofia sztuka

maleją naturalne zasoby
języka

to co zostało
wystarczy jeszcze
dla felietonistów
z „Tygodnika Powszechnego” i „Polityki”
dla dziennikarzy
kapłanów
urzędników

wymierają pewne gatunki
motyli ptaków
poetów
o imionach dziwnych i pięknych
Miriam Staff Leśmian
Tuwim Lechoń Jastrun

Norwid

nasze sieci są puste
wiersze wydobyte z dna
milczą
rozsypują się

są jak kurz
tańczący na promieniu słońca
który wpadł do pustego
wnętrza
świątyni

Skoro mowa o „Płaskorzeźbie”, to warto wspomnieć o specyficznym dowcipie, jaki był udziałem twórców tomu – poety i fotografa. Otóż na okładkowej wyklejce mogliśmy zobaczyć zdjęcie poety na tle śmieci. Od razu przypominają się: sztuka „Stara kobieta wysiaduje”, różewiczowski „śmietnik” czy dyskusje na temat turpizmu, w których pojawia się nazwisko Różewicza. Tak, że… no wiecie, aluzja wysokiego poziomu. Ale bliźniacza wyklejka na końcu książki pokazuje, że Różewicz po prostu poszedł wyrzucić kosz ze śmieciami. Balon domniemanej aluzji został przedowcipnie nakłuty.

Okładka tomu Płaskorzeźba Tadeusza Różewicza