Julian Tuwim w Internecie

Jeden wiersz – Intymny wiersz

„Intymny wiersz” ukazał się w tomie „Siódma jesień” w roku 1922, ale mógł być napisany nawet kilka lat wcześniej.
 

INTYMNY WIERSZ

Warto, warto żyć.
Wtedy pachniałaś bzami,
Dziś znów kupiłem flakonik,
Roztarłem kroplę na dłoni
I przeszłość wieje nad nami
Bzami.

Warto, warto żyć.
Mgławo jest za oknami,
Zaraz listonosz zadzwoni,
Ustami przypadam do dłoni,
Całuję cień twojej woni…
Przyjdziesz – będziemy sami,
Jedyni i zakochani,
Chłonąc z czułością perfumy
W miłym uśmiechu intymnej zadumy:

„To my? Ja – i ty?”

Wiesz? Wzdycham… I przez łzy
Powtarzam: warto, warto żyć…

 
* * *

Jeden wiersz.

To twój odbiór po jego przeczytaniu, jest dla ciebie tą właściwą i prawdziwą interpretacją. Ale jeśli chcesz przeczytać, co może oznaczać dla innych, możesz przejść dalej… Mam nadzieję, że znajdziesz tam coś więcej od szkolnego „co poeta miał na myśli…”

 
* * *

 

 

Drogi czytelniku – jeśli jesteś nastolatkiem czy nastolatką, to nie czytaj już dalej. Tylko zepsujesz sobie wrażenie po zaznajomieniu się z delikatna tkanką „Intymnego wiersza”. Wiersza, który powinien zaistnieć w tobie, bez dodatkowych tłumaczeń co, po co, jak i dlaczego.

 

Osoby bogatsze w życiowe doświadczenia mogą natomiast przypomnieć sobie czasy, w których wiele rzeczy było jeszcze nienazwanych, a nieuświadomiona chemia, buzująca w młodych organizmach wzmacniała wrażenia, ustawiając ich głośność w maksymalnym położeniu. Pamiętacie swe szkolne miłości? Chwytaliśmy się drobiazgów i traktowaliśmy je niemalże jak relikwie. Nie musiał to być zapach bzów – jak w cytowanym wierszu – mogliśmy trzymać w ręku zasuszony kwiatek, zerwany z wspólnym spacerze, liścik, a nawet przypadkową kartkę z kilkoma słowami napisanymi przez naszą sympatię. Każde, nie do końca przypadkowe przecież, spotkanie urastało do rangi przeznaczenia, w które tak chętnie wierzyliśmy. W naszych głowach tyle się działo… A przecież patrząc z boku, nie było widać wyjątkowych wydarzeń, trąby nie grzmiały – jednym słowem codzienność nie wyglądała wcale na niecodzienną. (Wiem, te słowa to grafomania, ale trzeba być dobrym literatem, żeby to samo napisać bez krzykliwych uniesień.)

W naszej literaturze niewiele jest przekonujących obrazów nastoletniej miłości, tej którą inny poeta nazywa „pierwszym kochaniem”. Jeden z najcelniejszych zawiera książka „Syzyfowe prace” Żeromskiego. To trudna sztuka, bo trzeba za pomocą codziennych drobiazgów, pozornie zwykłych przedmiotów, spotkań bohaterów i ich wrażeń, przekonać czytelnika, że ma do czynienia z wielkim uczuciem.

Kończąc już to przynudzanie przeznaczone tylko dla starych zgredów – mamy kłopot nie tylko z opisaniem młodocianego zakochania. Problem dotyczy w ogóle czasów naszej młodości. Zauważmy, jak trudno na przykład opowiedzieć na czym polegała wyjątkowość naszych przyjaźni rodem ze szkoły średniej. Jakże trudno wyjść poza banalne i niewiele nie mówiące słowa w rodzaju: „w licem/technikum było fajnie”, „wtedy było wesoło”, „pamiętam, jak się wygłupialiśmy”, „to były wyjątkowe czasy”, „mieliśmy zgraną paczkę”, „na lekcjach był horror” itp.

Młodym jest się tylko raz.